Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chałupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chałupa. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 stycznia 2014
sobota, 9 listopada 2013
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... zaduszki poetyckie w chałupie na Włęczu
Dopadła nieogara jesienna deprecha. Nieogar próbuje się powyjazdowo ogarnąć, usiąść do pisania, a wszędzie ino mus, obowiązek i szarzyzna, infekcje, choroby i smutki. Źle było, oj źle... Nieogar nieprzekonany wsiadł samotnie w golfa i dotruptał się na Włęcz na Zaduszki Poetyckie organizowane przez pana Chrobaka, Czyżnie, SP w Czernikowie i Lipnowską Grupę Literacką (niepijącą z literatek, ino piszącą wiersze). Co Nieogar ma wspólnego z zaduszkami, w dodatku poetyckimi? No nic, chociaż ostatnio dumnie wkroczył w grono autorów. Pytali się wszyscy, kiedy książkę napisze to napisał. I nawet narysował, dwanaście stron ma i jest dla dzieci :) Poezje w każdym razie Nieogarowi były nie w głowie. Polazł jako widz, zabrał sznurek, trochę starych zdjęć, powiesił je i oglądał cuda i dziwy... Podziałały jak najlepsze lekarstwo!
Chałupa po raz pierwszy od eksmisji lokatorów jaśniała wewnętrznym blaskiem. Po ciemku nie było widać niedoróbek i śladów smutnych kolei losu.
Wewnątrz przygotowano strawę dla duchów.
Nieogar przyszedł na gotowe, bo ani nie sprzątał, ani nie dekorował, zatem szczęka mu opadła jak zobaczył chałupową przemianę.
Chałupa była jak prawdziwy dom.
W drugiej izbie siedziała publiczność. Delegacje i zaproszeni goście, sąsiedzi i ciekawscy.
Ostatnie ustawienia kamery i zaczęto. Pierwszych dwóch dusz obecnych na Dziadach nie uwieczniłam, ale dziedzica...
Dziedzic był w dechę. Po prawo Guślarz, po lewo chór.
Chór składał się w przeważającej części z bibliotekarek! :)
A tu trzecia dusza czeka na swój występ, zadumana, zamyślona...
Chór mamrocze straszne strofy...
Ptaki, co zaraz spróbują rozdziobać dziedzica!
Palenie ostatnie, paliła się tam i kądziel i wódka!
Dusza ostatnia, której sięgnąć się nie da.
Chociaż się próbuje...
Dwóch byłych fotoreporterów "Nowości" w oknie. Czy to przypadek czy zrządzenie losu?
Takich metafizycznych spotkań było więcej, trochę pojednań, trochę litewskiej nalewki, trochę żartów i uścisków. Pięknie! Teraz Nieogar może sobie popracować. Wie, że wśród swoich nie zginie i że bez ludzi żyć się nie da.
A chałupę trzeba ratować, żeby można było zrobić noc kupały :) I noc Valpurgi. I kolejne zaduszki.
sobota, 6 lipca 2013
Włęcz Włęcz Włęcz Włecz
A. - No i co, kiedy ślub?
Krajobraz z Ptakolożej górki. Na dole czekał ichniejszy żuraw, ale ja go obiektywnie nie złapałam.
Dom nie musi stać na terpie, ale ten jakby stał. Trochę sztuczne to wzniesienie. Leży nieco niżej niż ranczo na skarpie i kantorówka. Może prewencyjnie trochę dosypano? Równolegle do biegu rzeki, żeby gówno do domu nie wpływało. Serio! Podczas powodzi gnój zatrzymywał się na domach zbudowanych prostopadle do prądu wody :)
Stara wierzba rosochata...
Country roaad, take me hoooome too the plaaace I belooong! Chciałoby się zawyć. A cicho trzeba było być, żeby ptaszydła nie wystraszyć co przechadzało się po posianym. Mówię, nie właź na posiane, nie właź na posiane. Wlazł i ptaszydło odfrunęło.
Inna chałupa już sobie poszła, a właściwie ją wynieśli...
Pięknie widać ślady po dawnym montażu drzwi. Lubię to zdjęcie. Drzwi do nieba?
Siła przyzwyczajenia...
Dziwne ślady po ognisku znaleźliśmy i legowisko. Ot impreza...
I ewidentnie reper! Ktoś go wywalił, był za jakimś ogrodzeniem (lichym, to się przelazło). Kiego grzyba wykopywać repery?
Straszne drzewoooo....
Dżej.- No nie wiem. Ale to wiesz impreza. Namiot by trzeba.
A.- Salę gimnastyczną mogę załatwić.
Dżej. - Ja to bym gdzieś na łonie natury chciał. Tylko co na to kobita moja...
A. - Joo, a gdzie?
Dżej.- Na Włęczu najlepiej. Tam wiesz.
A. - Na tej łące tam, na dole!
Dżej.- Taaa! Tej tam!
Tam. Włęcz, Silno, Osiek. Jak sobie zamknę oczy, to jest to miejsce/miejsca, w którym chciałabym się znaleźć. Tam jest "dom"? I swojskie klimaty. Zdjęcie poniżej jest przycięte i zmiksowane Obserwatora Toruńskiego. Nieogar zrobił, mistrz wydobył to, o co chodziło. Kochany Panie Obserwatorze, dziękuję!
A co więcej działo się wówczas w tych nadwiślańskich krajobrazach?
Pan Ptakolog się sprowadził, jedną chałupę ogarnął. Ładnie tam.
Dom nie musi stać na terpie, ale ten jakby stał. Trochę sztuczne to wzniesienie. Leży nieco niżej niż ranczo na skarpie i kantorówka. Może prewencyjnie trochę dosypano? Równolegle do biegu rzeki, żeby gówno do domu nie wpływało. Serio! Podczas powodzi gnój zatrzymywał się na domach zbudowanych prostopadle do prądu wody :)
Stara wierzba rosochata...
Country roaad, take me hoooome too the plaaace I belooong! Chciałoby się zawyć. A cicho trzeba było być, żeby ptaszydła nie wystraszyć co przechadzało się po posianym. Mówię, nie właź na posiane, nie właź na posiane. Wlazł i ptaszydło odfrunęło.
Domy stoją dzięki prawom statyki i sile przyzwyczajenia, z czego ta druga bywa silniejsza. Niespodziewany cytat z Tajchmana z wczorajszego Miłego Spotkania w Bibliotece, utwierdził mnie w tym przekonaniu. Chałupo! Stój nie odchodź nigdzie.
Inna chałupa już sobie poszła, a właściwie ją wynieśli...
Pięknie widać ślady po dawnym montażu drzwi. Lubię to zdjęcie. Drzwi do nieba?
Siła przyzwyczajenia...
Dziwne ślady po ognisku znaleźliśmy i legowisko. Ot impreza...
I ewidentnie reper! Ktoś go wywalił, był za jakimś ogrodzeniem (lichym, to się przelazło). Kiego grzyba wykopywać repery?
Straszne drzewoooo....
I pocieszny wychodek u dobrych ludzi, do których można wpaść na kawku, herbatku lub nalewkę... :)
Wychodek rządzi!
czwartek, 23 sierpnia 2012
Sierpc, czyli "siding i stare budy"
Sierpc jest tak uroczo zacofanym miasteczkiem, że - o zgrozo! - zostało tam kilka uliczek z drewnianą zabudową. Skandal! Te stare budy są paskudne, jak ktoś może w nich mieszkać? Chociaż tyle, że satelitę można podłączyć, bo tak to ani polbruku się nie opłaca, ani elewacji takiej różowej albo żółtej się nie da. No to może chociaż "sajding"? O tak, jak są "osajdingowane" to chociaż porządnie wygląda. A te ruskie budy, co za wstyd, jeszcze stojo w centrum. Ludzie to majo pomysły, żeby muzeum zrobić. Miasto by lepi nam polbrukiem zrobiło jaki plac. Jak zrobio plac to mogo i muzejum.
A wogle to co sie gapi!? To je moja ulica, nie będzie mi tu jaka siksa zdjęciów robiła! Wynocha mie stąd! Pacz, jeszcze udaje że nie słyszy! To je moje MIASTO I MOJA ULICA! A co tu je do oglądania? Zdjęcia robić mi będzie! Pacz jo! Będu mie tu robić jakie niemieckie cmentarze, a wyp... mie to stund. To nie ma polskich spraw do załatwienia? By postawili pomnik Polakom. No jak za co? No my Niemców pokonali we wojne! Nom się należo!
Kasztelan? Kiedyś to było piwo, a tera to Panie, zdzierstwo, wyzysk i zagraniczny kapitał! Szwagier w browarze robi to szok, ale jak chcecie to załatwi, zrobimy grilla, ja zapraszam ;) Ja nauczycielskie kolegium kończyłem, ja wiem, czytam Fukujamę, taki historyk...
Uff...
Piękne miasteczko, ale dobrzyńska mentalność w połączeniu z mazowieckim "majo, ido, robio" grajo na nerwach ;) Trochę po naszemu, trochę nie po naszemu, ale wracam i wracać będę. Bo rodzina, bo skansen jeszcze i trzeba kwiatki posadzić na cmentarzu, lapidarium skończyć. Same bezokoliczniki.
W Czernikowie nie ma co zwiedzać - kościół, plebania, cmentarz, cztery czy pięć drewnianych chałup i koniec. W Sierpcu są co najmniej 4 kościoły, jeden ciekawszy od drugiego, piękny ratusz, drewniane domy, pogańskie znaki na farze, skansen nieco dalej, zabytkowa szkoła, dom rzemiosła, jest i rzeczka kiedyś spławna, malownicze wzgórza i widoki, cmentarz co był 3 wyznań i ma 3 bramy, dobre piwo Kasztelan. Ale sierpczanie tego nie widzą, a szkoda. "Panie, a co tu zwiedzać?" "Byśta posiedzieli i pojedli, a nie spacerów się zachciwa". "Dziecko, gdzieś Ty się przeprowadziła?- tak mi mówiła ciotka, w Sierpcu to same Żydy i nic nie ma". To, że "nic nie ma" i są "stare budy" powoduje, że właśnie Sierpc często korzysta na wizytach ekip filmowych. Raz jeden grał Ciechanów - napisu z dworca PKP dość długo nie zdjęto i w efekcie niejeden przyśnięty nad piwkiem w szynobusie budził się przecierając oczy 0_O.
Fajnie, prawda?
Sierpc jest piękny i godny odwiedzenia ze wszech miar! Choćby po to, żeby poznać prawdziwy urok Kongresówki i przetrzeć oczy ze zdziwienia, że Sierpienica była kiedyś spławna :)
Próbuję przetestować różne sposoby wyświetlania zdjęć, jakie daje Google. Spodoba, się to tak to pozostanie - jeśli nie to będę próbować, dopóki nie wymyślę sposobu na tasiemce ;)
To zapraszam na spacerek:
A wogle to co sie gapi!? To je moja ulica, nie będzie mi tu jaka siksa zdjęciów robiła! Wynocha mie stąd! Pacz, jeszcze udaje że nie słyszy! To je moje MIASTO I MOJA ULICA! A co tu je do oglądania? Zdjęcia robić mi będzie! Pacz jo! Będu mie tu robić jakie niemieckie cmentarze, a wyp... mie to stund. To nie ma polskich spraw do załatwienia? By postawili pomnik Polakom. No jak za co? No my Niemców pokonali we wojne! Nom się należo!
Kasztelan? Kiedyś to było piwo, a tera to Panie, zdzierstwo, wyzysk i zagraniczny kapitał! Szwagier w browarze robi to szok, ale jak chcecie to załatwi, zrobimy grilla, ja zapraszam ;) Ja nauczycielskie kolegium kończyłem, ja wiem, czytam Fukujamę, taki historyk...
Uff...
Piękne miasteczko, ale dobrzyńska mentalność w połączeniu z mazowieckim "majo, ido, robio" grajo na nerwach ;) Trochę po naszemu, trochę nie po naszemu, ale wracam i wracać będę. Bo rodzina, bo skansen jeszcze i trzeba kwiatki posadzić na cmentarzu, lapidarium skończyć. Same bezokoliczniki.
W Czernikowie nie ma co zwiedzać - kościół, plebania, cmentarz, cztery czy pięć drewnianych chałup i koniec. W Sierpcu są co najmniej 4 kościoły, jeden ciekawszy od drugiego, piękny ratusz, drewniane domy, pogańskie znaki na farze, skansen nieco dalej, zabytkowa szkoła, dom rzemiosła, jest i rzeczka kiedyś spławna, malownicze wzgórza i widoki, cmentarz co był 3 wyznań i ma 3 bramy, dobre piwo Kasztelan. Ale sierpczanie tego nie widzą, a szkoda. "Panie, a co tu zwiedzać?" "Byśta posiedzieli i pojedli, a nie spacerów się zachciwa". "Dziecko, gdzieś Ty się przeprowadziła?- tak mi mówiła ciotka, w Sierpcu to same Żydy i nic nie ma". To, że "nic nie ma" i są "stare budy" powoduje, że właśnie Sierpc często korzysta na wizytach ekip filmowych. Raz jeden grał Ciechanów - napisu z dworca PKP dość długo nie zdjęto i w efekcie niejeden przyśnięty nad piwkiem w szynobusie budził się przecierając oczy 0_O.
Fajnie, prawda?
Sierpc jest piękny i godny odwiedzenia ze wszech miar! Choćby po to, żeby poznać prawdziwy urok Kongresówki i przetrzeć oczy ze zdziwienia, że Sierpienica była kiedyś spławna :)
Próbuję przetestować różne sposoby wyświetlania zdjęć, jakie daje Google. Spodoba, się to tak to pozostanie - jeśli nie to będę próbować, dopóki nie wymyślę sposobu na tasiemce ;)
To zapraszam na spacerek:
niedziela, 10 czerwca 2012
Wręcz że Włęcz
Topola, ale lipa ;) Z dedykacją dla Pana co się rozwodził i dostarczył nam powodów do śmiechu co niemiara.
Dlaczemu na Włęczu tak "wyjątkowo prostopadle" stoi chałupa kantora?
Odpowiedź prosta - gdzie wyżej, tam wsio rawno jak stoi dom, bo woda nigdy nie podejdzie. Gdzie niżej - asekuracyjnie równolegle. Tadam. Wyjątkowość zjawiska znikoma.

Wujek opowiadał, że niejeden konie z wozem utopił, gdy nie wiedział gdzie jest bród na Kępę na małej Wisełce. Sam miał stracha, gdy jeździł tam lustrować gewelby (kominy butelkowe, bo kominiarzem był). Najbardziej bał się jednak odwiedzania gospodarstwa na Koziej Kępie, gdzie wypłynęła po niego w łódeczce jak łupina orzecha (dla wujka mogła się wydać mała, bo już wówczas był okrąglutki) dziewczyna lat piętnastu, chuda, obdarta i lekko szalona. Po szczęśliwym powrocie złożył rezygnację z tego ekstremalnego rewiru. O Zielonej Kępie mówi się (a właściwie napisał to Mielke w kronice Słońska), że powstała w połowie XIX wieku podczas wielkiej powodzi, jednak ja mam niezbity dowód, że pewien Drung urodził się tam już w 1800 roku. Kolejną legendą jest to, jakoby na kępie miał być cmentarz, który spłynął do Gdańska po zasypaniu wlotu do małej Wisełki. Prąd z drugiej strony miał być tak wielki, że oderwał kawałek skarpy razem z nagrobkami. Z drugiej strony mieszkanka kantorówki, jeszcze 2 lata temu twierdziła, że cmentarz tam jest i ona zaprowadzi. Jaka jest prawda?
Z pewnością na Zielonej Kępie w rozkwicie PRLu pasały się owce. Autentyk! Pegieer w Steklinie w ramach kolejnego planu postanowił miast krnąbrnych ludzi, zasiedlić kępę pokornymi owcami. Ludzie, którzy zamieszkali te 4 gospodarstwa na wyspie musieli się wynieć. Z hodowli owiec (wówczas bardzo propagowanej, nawet mój wujek się za ich hodowlę brał) nic nie wyszło.
Zdjęcie wujka z owcami tutaj. Ze zbiorów NAC.
Przypominam, że na skrzyżowaniu Strugi z drogą występują nie raz "cofki".
A cegły w korycie strumienia to jak na moje pozostałości po młynie Jabsa/Sonnenberga, co widać na mapce poniżej (to słoneczko to oznaczenie młyna).

A chałupa może kiedyś wyglądała tak:

Ruiny bliżej kantorówki były domem Eduarda Jabsa, następne ruiny były kiedyś gospodarstwem Adolfa Benslera. Każde gospodarstwo miało ule, a nauczyciel Missol był "pszczelim fanatykiem". (Ehh... pszczoły, wszędzie mnie prześladują :P) Jeden z gospodarzy nigdy nie wierzył w to, że ul może być skradziony. Ukradziono mu jednak jeden z jego najlepszych uli, z najpracowitszym rojem. Na szczęście, nie spotkała go wielka strata, bo pszczoły z tego roju wracały do niego i kręciły się na podstawce do ula wte i wewte. Mądry gospodarz przesiał mąkę w miejscu w którym stał ul, co wskazało mu kierunek, w którym winien iść, by znaleźć złodzieja. Następnego dnia odnalazł swój ul w pasiece nauczyciela Missola.
Powiedziałam co wiedziałam, wracam do kucia.
Dlaczemu na Włęczu tak "wyjątkowo prostopadle" stoi chałupa kantora?
Odpowiedź prosta - gdzie wyżej, tam wsio rawno jak stoi dom, bo woda nigdy nie podejdzie. Gdzie niżej - asekuracyjnie równolegle. Tadam. Wyjątkowość zjawiska znikoma.

Wujek opowiadał, że niejeden konie z wozem utopił, gdy nie wiedział gdzie jest bród na Kępę na małej Wisełce. Sam miał stracha, gdy jeździł tam lustrować gewelby (kominy butelkowe, bo kominiarzem był). Najbardziej bał się jednak odwiedzania gospodarstwa na Koziej Kępie, gdzie wypłynęła po niego w łódeczce jak łupina orzecha (dla wujka mogła się wydać mała, bo już wówczas był okrąglutki) dziewczyna lat piętnastu, chuda, obdarta i lekko szalona. Po szczęśliwym powrocie złożył rezygnację z tego ekstremalnego rewiru. O Zielonej Kępie mówi się (a właściwie napisał to Mielke w kronice Słońska), że powstała w połowie XIX wieku podczas wielkiej powodzi, jednak ja mam niezbity dowód, że pewien Drung urodził się tam już w 1800 roku. Kolejną legendą jest to, jakoby na kępie miał być cmentarz, który spłynął do Gdańska po zasypaniu wlotu do małej Wisełki. Prąd z drugiej strony miał być tak wielki, że oderwał kawałek skarpy razem z nagrobkami. Z drugiej strony mieszkanka kantorówki, jeszcze 2 lata temu twierdziła, że cmentarz tam jest i ona zaprowadzi. Jaka jest prawda?
Z pewnością na Zielonej Kępie w rozkwicie PRLu pasały się owce. Autentyk! Pegieer w Steklinie w ramach kolejnego planu postanowił miast krnąbrnych ludzi, zasiedlić kępę pokornymi owcami. Ludzie, którzy zamieszkali te 4 gospodarstwa na wyspie musieli się wynieć. Z hodowli owiec (wówczas bardzo propagowanej, nawet mój wujek się za ich hodowlę brał) nic nie wyszło.
Zdjęcie wujka z owcami tutaj. Ze zbiorów NAC.
Przypominam, że na skrzyżowaniu Strugi z drogą występują nie raz "cofki".
A cegły w korycie strumienia to jak na moje pozostałości po młynie Jabsa/Sonnenberga, co widać na mapce poniżej (to słoneczko to oznaczenie młyna).

A chałupa może kiedyś wyglądała tak:

Ruiny bliżej kantorówki były domem Eduarda Jabsa, następne ruiny były kiedyś gospodarstwem Adolfa Benslera. Każde gospodarstwo miało ule, a nauczyciel Missol był "pszczelim fanatykiem". (Ehh... pszczoły, wszędzie mnie prześladują :P) Jeden z gospodarzy nigdy nie wierzył w to, że ul może być skradziony. Ukradziono mu jednak jeden z jego najlepszych uli, z najpracowitszym rojem. Na szczęście, nie spotkała go wielka strata, bo pszczoły z tego roju wracały do niego i kręciły się na podstawce do ula wte i wewte. Mądry gospodarz przesiał mąkę w miejscu w którym stał ul, co wskazało mu kierunek, w którym winien iść, by znaleźć złodzieja. Następnego dnia odnalazł swój ul w pasiece nauczyciela Missola.
Powiedziałam co wiedziałam, wracam do kucia.
poniedziałek, 21 maja 2012
Najpiękniejsze końce świata i nienajpiękniejsza "metropolia"
najpiękniej na świecie było kiedyś w lipnowskim powiecie
gdy nadszedł powiat toruński, ozwał się w ludziach zew pieruński
kolumienki, rynienki, dachówki (blacho), cegłówki, polbruki, nieuki!
tylko na Włeczu, na końcu świata, areał budowlany klasie średniej
lata
Tym częstochowskim rymem zapraszam do obejrzenia troszku widoczków z różnych miejsc takich, jak np.
WŁĘCZ:
Jakiś durny przedstawiciel klasy średniej postanowił wyciąć piękny nadwiślański sad, który jeszcze w latach 80. XX wieku prezentował się tak:
Malowniczy kikut.
Ofelia - nie w wodzie - nad wodą.
CMENTARZ NA ŁĘGU-OSIEKU:
Przez rok nie wpadłam na to, że tu spoczywa Elisabeth, a nie żaden mężczyzna. Wollschlaeger, zm. 1869, ur. 1794, też na Łęgu, ergo pani należała do drugiego-trzeciego pokolenia osadników urodzonych tu właśnie (przybyli w 1731 r.). Kłaniać się w pas należy :)
Krzyż na Łęgu ma gwóźdź znaleziony przez nas zimą 2011 roku w starym krzyżu, a właściwie jego resztkach. Tylko daty powinny się jeszcze pojawić 1856 (chyba)- 2011.
CMENTARZ W CZERNIKOWIE:

Dla porównania, resztki cmentarza przykościelnego, albo raczej parking przykościelny w Czernikowie...
Przyjemne z pożytecznym, mogłabym rzec. Jakiś janioł na parkingu. A kiedyś w tym miejscu był piękny sad. Tej pani zamieszczono nekrolog w Kurjerze Warszawskim, zupełnie jak pastorowi Tetznerowi.
Ciekawostka, jedyny pożytek z proboszczowego parkingu w Czernikowie - można w końcu doczytać kto zacz spoczywa. Prądzyński, ciekawostka...
gdy nadszedł powiat toruński, ozwał się w ludziach zew pieruński
kolumienki, rynienki, dachówki (blacho), cegłówki, polbruki, nieuki!
tylko na Włeczu, na końcu świata, areał budowlany klasie średniej
lata
Tym częstochowskim rymem zapraszam do obejrzenia troszku widoczków z różnych miejsc takich, jak np.
WŁĘCZ:
Jakiś durny przedstawiciel klasy średniej postanowił wyciąć piękny nadwiślański sad, który jeszcze w latach 80. XX wieku prezentował się tak:
Malowniczy kikut.
Ofelia - nie w wodzie - nad wodą.
CMENTARZ NA ŁĘGU-OSIEKU:
Przez rok nie wpadłam na to, że tu spoczywa Elisabeth, a nie żaden mężczyzna. Wollschlaeger, zm. 1869, ur. 1794, też na Łęgu, ergo pani należała do drugiego-trzeciego pokolenia osadników urodzonych tu właśnie (przybyli w 1731 r.). Kłaniać się w pas należy :)
Krzyż na Łęgu ma gwóźdź znaleziony przez nas zimą 2011 roku w starym krzyżu, a właściwie jego resztkach. Tylko daty powinny się jeszcze pojawić 1856 (chyba)- 2011.
CMENTARZ W CZERNIKOWIE:
Dla porównania, resztki cmentarza przykościelnego, albo raczej parking przykościelny w Czernikowie...
Przyjemne z pożytecznym, mogłabym rzec. Jakiś janioł na parkingu. A kiedyś w tym miejscu był piękny sad. Tej pani zamieszczono nekrolog w Kurjerze Warszawskim, zupełnie jak pastorowi Tetznerowi.
Ciekawostka, jedyny pożytek z proboszczowego parkingu w Czernikowie - można w końcu doczytać kto zacz spoczywa. Prądzyński, ciekawostka...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















