Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreml. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kreml. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 stycznia 2014

Plac Czerwony i ogród za murem

Prawdę mówiąc, to nie chce mi się bardziej rozwodzić, ale z kronikarskiego obowiązku dorzucam. Poniżej gifowa ilustracja, gdzie się nocą szlajałam po wyjściu z kremlowskiego teatru.




Wyjście z Kremla. 


Przez ogród. 

Na plac.


Z powodu przygotowań do jakiś olimpijskich uroczystości niet pierechoda, więc mauzoleum dla mnie pozostało niedostępne. I dobrze. Wolę żywe opowieści o prapradziadku słuchającym przemówień Lenina na żywo niż zabalsamowany zewłok.


Wyjście z placu.

Kiedyś coś tam jeszcze dorzucę, tymczasem próbuję się ogarnąć. Na razie wymyśliłam, co zrobić, żeby kurz na kablach mi się nie zatrzymywał. Nic mnie bardziej nie wkurza przy odkurzaniu jak koty kurzu gromadzące się na kablach od elektroniki. Jakbym chciała mieć kota, a już w szczególności koty, to bym jakiegoś dachowca złowiła na osiedlu. Ot, co. Nieogar. 

Jak wymyślę, co zrobić, żeby robić, to też to opiszę. Tym bardziej, że już raz wymyśliłam i mi wyszło. 

niedziela, 3 listopada 2013

Kremlowski Teatr czyli k... Rosja.

Proszę mi wybaczyć użycie literki, która sugeruje wulgaryzm. Chciałam opowiedzieć skąd i dlaczego. Ostatni członek naszej rodziny, który Moskwę na własne oczy widział był, zmarł przed moim urodzeniem i był to mój pradziadek. Wrócił z Bawarii od bauera na wieść o wojnie, bo bał się uznania za dezertera i zsyłki. Wcielili go do woja i jak dobry wojak Szwejk przeżywał różne przygody łącznie z otrzymaniem medalu za dezercję. Gdy odłamek wyrwał mu kawałek ciała w miejscu dość niepolitycznym zaczęło się jego zwiedzanie Rosji - dokładniej jej wojskowych szpitali. Wylądował za Uralem, był też w paru innych miastach i z zapałem słuchał przemówień Lenina. Chciał nawet w Rosji zostać, bo wizje roztaczane przez jejmościa na L. bardzo mu się podobały, ale wrócił do domu bo ckno mu było. Cały zawszony, a legendy o robactwie, które ze sobą przywlókł zmuszały całe pokolenia do mycia i dbania o higienę nawet w najtrudniejszych czasach. Działo się to jakieś 101-102 lata temu. Dla niektórych Moskwa, Berlin czy Monachium to żadne osiągnięcie - dla mnie - misja dziejowa :)

 A skąd przekleństwo w tytule? W moich stronach, jak ktoś chce bardzo szpetnie przekląć gdy widzi coś brzydkiego, okropnego a zarazem kłopotliwego może sobie przekląć właśnie "K... Rosja" i zostanie zrozumiany. W Toruniu zaś usłyszałam urocze zdanie wysiadając kiedyś z rozklekotanego tramwaju - "Ja p..., tramwaj jak za cara".  

Do Moskwy pojechałam służbowo, coby wyśledzić parę rzeczy w archiwum. W międzyczasie (a miałam go bardzo mało) próbowałam zwiedzać i kupować podarki. Pierwszego dnia zaczęłam dość nietypowo...

Byłam w budynku będącym odpowiednikiem naszej sali kongresowej co zwie się Państwowy Pałac Kremlowski. Sala obecnie jest używana między innymi teatr kremlowski (baletowy), do którego zespołu należy Kirył - przyszły zięć mojej przewodniczki po Moskwie, pani Iriny. W Śpiącej Królewnie grał on... złą czarownicę. Kostium uzupełniała laska, baletka na jednej nodze i pantofel na obcasie na drugiej. Oczywiście stópka w baletce en pointe (czy jak to się tam nazywa). Boskie!






Budynek powstał w złotych latach sześćdziesiątych i miał łączyć ze sobą wszystko to, co najlepsze. Faktycznie drewno i marmury musiały tu zjeżdżać z całego ówczesnego ZSRR.


Po prawej od wejścia znajduje się Sobór Archangielski. Ofkoz, dojścia niet. Stała policja, podejść bliżej nie szło :(


Coś w rodzaju oranżerii.


Ciekawostka - tu akurat publiczność teatru wygląda dość elegancko, ale to raczej wyjątki. Kiedyś mój wujek z ciocią wybrali się do teatru (chyba w Mińsku). Odstrzelili się jak szczur na otwarcie kanału i wsiedli w marszrutkę do teatru. Jadą, jadą i widzą babuszki w chusteczkach, ludzi w adidasach i dekatyzowanych dżinsach - myślą - wsiedliśmy w zły busik, spóźnimy się! No ale podjechali, wysiedli, patrzą gdzie idzie tłum. A tłum szedł do teatru. Wujaszek ciężko to przeżył, bo wraz z ciotuchną wyglądali jak egzotyczna delegacja w hucie stali. Ja nie miałam czasu na elegancję. Buciory i odblaskowy sweterek na szczęście zupełnie uszły w tłumie.



Z samego przedstawienia fotografii nie mam, niestety - nie wolno. Przydługie było, ale zła czarownica ratowała sytuację. Wrażenie niezapomniane :)

Ciekawostka na koniec - siedziałyśmy w pierwszym rzędzie. Pierwsze dwa rzędy zarezerwowane są dla VIPów, które dostają bilety za darmo, albo są z jakiś ważnych delegacji. W 90% przypadków nie mają na przedstawienia czasu, pozostałe 10% wychodzi po pierwszej przerwie. Moja cudna przewodniczka dobrze o tym wiedziała i od razu z pewną miną zaprowadziła mnie do pierwszego rzędu. Powiem tylko, że nie ona jedna znała ten sposób :)


Ciąg dalszy kiedyś nastąpi.