sobota, 12 lutego 2011

Baobab na cmentarzu



Biały Bór, koło Wałdowa Szlacheckiego, powiat grudziądzki. Potężne drzewo górujące nad cmentarzem ewangelickim, który tadam :) Będziemy odkrzaczać pod skrzydłami mamy Oli i babskim stowarzyszeniem "Q-przyszłości". Serdecznie zapraszamy chętnych krewnych i znajomych na 3 ostatnie dni kwietnia.

czwartek, 10 lutego 2011

Przygód kilka wróbla Ćwirka

„lutrzy (...) przy trakcie publicznym mają kirkut za stodołami miejskimi, od cmentarza może na kroków 200, na którym krzyż stoi nowo nie poświęcony. Ci publicznie prowadzą umarłych swoich na kierkowie śpiewają.”

„dysydenci zaś swe szkoły i schadzki z pozwoleniem od dziedziców lecz prywatne. Cmentarze w polach mają, lecz jura funeralium nie płaca przez pozwolenie dziedzica”

Moje ulubieńsze cytaty z cmentarnej magisterki :) Schadzki i kirkuty- to jest to ;)

środa, 9 lutego 2011

Życie jest efemeryczne.




Cmentarz ewangelicki w Międzyrzeczu, stan sprzed wojny. Z książki (zabijcie, tytułu nie pamiętam).
Motyl/ćma, dwa cmentarne symbole. Ja to czytam tak: życie pełne trudu i znoju (dlatego to pole, kłosy), czyli ciężka orka, na nic nam bo przeminie (stąd motyl/czy ćma), która sobie pofrunie. A z reszty będzie proch i pył. Albo wyrosną na tym maki (czyli ręka sieje mak własnie)- symbole snu wiecznego również.

Innymi słowy mamy przekichane i memento mori.

Co zrobić, żeby nie oszaleć - reklam kilka


Ludzie nerwowi umierają młodo.


Darmo i Franko polecają. Prawdziwe ukojenie chorym na nerwy.


I coś dla chorujących na płuca. Panonia-Apotheke, Budapeszt.

środa, 19 stycznia 2011

Gostyńsko-Wlocławski Park Krajobrazowy

Tak a propos sąsiada z piątej strony świata.
Dwa lata temu byłam na krótkiej wycieczce w poszukiwaniu zalanych cmentarzy ewangelickich. Mniej robiłam za tłumacza, więcej podziwiałam widoki. Zalane cmentarze się znalazły. Okazało się, że nagrobki i szczątki (!) przeniesiono na cmentarz "komunalny". Mało tego szczątki z 3 cmentarzy zostały upamiętnione nagrobkami! Rzadko spotykany odruch przyzwoitości w wykonaniu, moich, niestety rodaków. Może w nie najlepszym porządku, ale jednak przetrwały do dziś.




Ale o czym innym miało być. Tuż za wałem, w Wistkach jest straszny dwór. Resztki parku, ciemno, mały stawek, żaby, połamane drzewa. Strasznie strasznie. Zapamiętałam to, że wał był tak blisko, że zdziczały park pogrążony był w ciemnościach.


A po wejściu na wał- pięknie, słonecznie, ptaszki, wiatraczki, łódeczki. Z perspektywy wału wyglądało to tak, jakby tama we Włocławku powstała po to, żeby miło się żeglowało, tym których na żeglowanie stać i mają na to czas...



Bardzo ciekawie wyglądały też okolice Józefowa i młyna wodnego. Niesamowita atrakcja dla mnie, internetowego mola siedzącego głównie w domu z dala od przygód, przejść się po jazie (bo tak to się chyba nazywa) po przepróchniałych dechach i baczyć, coby nie utopić aparatu i jeszcze ładne zdjęcia zrobić. Oczywiście nienawykły mieszczuch człapał się jako ostatni. Nie to co Jutta i pan leśniczy, którzy ze stoickim spokojem pakowali się w krzaki i skakali nad rwącym potokiem :P


niedziela, 9 stycznia 2011

Nie dzieje się nic

ciekawego, ani nawet odrobinę intrygującego. Aparat od października wisi wybebeszony z baterii i kart. Smętny widoczek. Zawsze można osłodzić jakimś odgrzewanym kotlecikiem.




Pierwsze powojenne dożynki w Jackowie-Bernardowie. Na zdjęciu Polacy ze Steklinka, część starych, trochę tych co "naszli" na Jackowo. W tle ewangelicka szkoła zaanektowana na państwową po wojnie. Pod jednym dachem mieściła się podobno i szkoła i dom modlitwy, tyle, że szkoła była z drewnianych bali, a dom modlitwy murowany. Jeszcze przed wojną stał prawie pusty, bo z ponad 100 rodzin, które zamieszkiwały Jackowo i Bernardowo, zaledwie 20 powróciło na łono kościoła ewangelicko-augsburskiego. Reszta oddzieliła się w latach 20 i utworzyła Wolny Kościół Ewangelicki, żeby być bliżej Boga. Ich nabożeństwa odbywały się u najbogatszego bauera we wsi - Emila Bonkowskiego, co miał prawie 50 hektarów. Podobno został się był po wojnie i niedobitki jego wolnego kościółka jeszcze się parę razy spotkały w jego domu. Potem jego gospodarkę rozparcelowali dla upełnorolnienia okolicznych sąsiadów. Żaden Polak ani ze Wschodu ani z kieleckiego, ani nawet tutejszy, nie potrafił na takim wielkim gospodarstwie się utrzymać. I pisali, najpierw do urzędu coby im gospodarstwo po Bonkowskim Emilu przyznać, a potem żeby zaraz zabrać, bo nie dają rady. Tak to się plecie bez sensu. A na cmentarzu obok szkoły, którą rozebrano w 1966, krowy srają.

W samym środku- pierwsza żona mojego ukochanego dziadka- Melania. Dziadek czwarty na lewo, w ostatnim rzędzie, licząc od najwyższej kobiety. Pierwszy z prawej, w krótkiej koszuli i z zegarkiem - wujek Stasiu, brat dziadka. Dziadunio już był z chorym kręgosłupem po tym jak go pobił Luks, co na niego wołali "diabeł". Nie dość, że z chorym kręgosłupem, to rolnik uczulony na pyłki zbóż.Wujek Stasiu za jakieś 10-15 lat będzie wyglądał jak Humpty -Dumpty, a zostanie... kominiarzem. Dlatego moja rodzina ma szczęście, bo wujek żyje, cieszy się jasnością umysłu i jakim takim zdrowiem, mało tego, jest od 62 lat członkiem rady parafialnej, a co.