Juodkrante, czyli dawny Schwarzort to wioska po trasie do Smiltyne. Odróżnia się od pozostałych ładnym położeniem, kościołem przy drodze (którego niestety nie zdążyłam ująć) oraz wyraźnym podziałem na część hotelowo-willową, którą będzie widać na początku i typowo rybacką ze ślicznymi domkami. Mieszkają tam moje liczne koleżanki. Ale czas rozpocząć opowieść o tym, że da się? Da się!
Budynek szkoły - stary połączono przeszklonym przejściem z nowym budynkiem nawiązującym stylowo do całości.
Najsłynniejszy, chociaż nie najstarszy hotel. Aż błyszczał! Da się? Da się! Tylko w Toruniu się palą takie skarby...
Mniam.
Sąsiad, już nie w tak błyszczącym stanie, ale nadal. Wszystkie okna takie same! Nie ma, że plastik-bombastik, tam stare drewno a tu siata zamiast szyby...
Sugoi! Czułam się jak mały japoński turysta...
Żeby nie było, że wszystko takie piękne i różowe widoczek u góry.
Kierując się w tamtą stronę można znaleźć część "rybacką". Oczywiście, tam też można było znaleźć pokoje, wikt i opierunek.
Kierunkowskaz do koleżanek, czyli na wzgórze czarownic. Z racji tego, że niektórzy twierdzą, że miotła nie jest dla mnie narzędziem pracy lecz środkiem lokomocji... No cóż, pozostało mi się jedynie czuć jak u siebie!
Ta rzeźba przedstawia narodziny i historię Neringi - olbrzymki, co usypała mierzeję.
Tu z kolei Neringa ratuje statek z morskich fal.
Randomowe strachy.
Może być i chiński smok.
I czarownice muszą robić pranie!
Tańce łamańce.
I na koniec zagadka. Kto znajdzie diabła na tym zdjęciu i uzasadni dlaczego ten właśnie a nie inny - dostanie nagrodę. Nagrodą będzie uścisk ręki prezesa, pocztówka z Moskwy i kupon rabatowy na artykuły papiernicze z Matrasu do wykorzystania do końca października :)