Histeryjka z toruńską WESKĄ


Pamiętacie historyjkę drewnianymi dzbankami wiszącymi na delikatesach na Nowym Rynku? :) Właściciel kamienicy po gazetowej (Nowościowej) i prywatnej (w postaci Pana Andrzeja Michela) interwencji oddał je do konserwacji do najlepszego konserwatora mebli w mieście Dariusza Ludwika Sebastianowicza (pod nadzorem Sławomira Szczerbińskiego), który zresztą od niedawna jest kimś w rodzaju mojego sąsiada ze wsi. Wracając jednak do tematu.

W chwili obecnej delikatesy i dzbanek wyglądają o tak:



Fot. od Sąsiada z Piątej Strony (dziękować!)

Pani Profesor, są już jakieś skojarzenia? :)

Pan Sebastianowicz zeznaje, już po pierwszym dotknięciu poznał rękę Ignacego Zelka, którego sposób obróbki drewna był unikalny. Na odwrocie zresztą znalazł informację o autorze, nazwę zamawiającego (Weska) i kolor - kobalt. Projekt prac i wyniki badań zatwierdził konserwator, w efekcie dzbanki zostały uratowane i zawisły z powrotem jesienią ubiegłego roku.

W międzyczasie do sąsiada z Piątej Strony dotarła umowa najmu lokalu należącego do pana Teofila Kryna podpisana z Weską - Wielkopolskimi Składami Kawy, których logo i znak rozpoznawczy stanowiły owe dzbanki. Umowa opiewała na 4200 zł rocznie, płatne co miesiąc 350 zł z góry przez najbliższe 10 lat. To znaczy, że 30 września 1947 roku umowa była nadal ważna (a ma to niejakie znaczenie dla tej historyjki). Umowa obowiązywała od 1 stycznia 1938 roku i pewnie tak stare są owe czajniki.

Pełna nazwa firmy brzmiała "Wielkopolski Skład Kawy Sp. z o. o. - WESKA" z siedzibą w Gdyni (proszę na to również zwrócić uwagę). Najemcy przysługiwało prawo "umieszczania napisów, szyldów, i transparentów na całej powierzchni zewnętrznej, jak i wewnętrznej t. j. na ścianach wynajętych przezeń ubikacji, przynajmniej do gzymsu okna i piętra leżącego nad składem". Co ciekawe pojawił się zapis lojalnościowy - wynajmujący nie mógł sprzedawać artykułów prowadzonych przez WESKĘ ani podnajmować nikomu w tym celu innego lokalu w nieruchomości.

Wynajmujący zobowiązał się do gruntownego remontu i "zburzenia fasady kina" Corso "znane pod nazwą Pchle Pudło". Oprócz kwitów umowy najmu dotarł wypis (chyba z akt sądowych) dotyczący budynku, którym spadkobiercy Teofila Kryna zajmowali się na tyle niedostatecznie, że Zrzeszenie Właścicieli Domów Mieszkalnych i Miejski Konserwator Zabytków musieli przeprowadzać interwencyjne remonty. Z tego dokumentu pochodzi informacja o genezie pojawienia się czajników na fasadzie budynku: "Teofil Kryn kino zamknął, a lokal wydzierżawił firmie Wielkopolski Skład Kawy "WESKA". Logo tej firmy to dzbanek do kawy taki, jak widać na frontonie budynku."

Jak widać z powyższych fragmentów, faktycznie - dzbanki są ewidentnie kawowe.
Na dodatek może jeszcze reklama: 

"Słowo Pomorskie" nr 279 z 4 grudnia 1927, s. 20.

Jak widać dzbanek wygląda nieco bardziej "kanciato". Alee.... Proszę się przyjrzeć. 



Yep, It's smiling! I to też jest bardzo ważne w tej historyjce. Proszę się pouśmiechać do czajniczka, a ja opowiem o co chodzi...

Nieogar w poszukiwaniu oregano w Berlinie o mało nie zapędził się do sklepu "Kaiser's". Na szczęście nie wstąpił, bo od kolegi tandemowca wiedział, że tam drogo. Dowiedział się, że drogo przypadkiem na wystawie zdjęć z Królewca, gdzie kolega tandemowiec (fizyk, nie ma co się dziwić), zdziebko się nudził. Żywszą reakcję wywołał u niego szyld sklepu Kaiser's widoczny na przedwojennej królewieckiej ulicy, podobny do tego współczesnego. Na pytanie czy znam sklep, rzekłam że widziałam, ale nie byłam, a on na to, że dobrze, że nie bo drogo. Takim sposobem dowiedziałam się, że sklep jest bardzo przedwojenny i zaczęłam dumać nad kolejami losu - niemieckie firmy maja lata tradycji a u nas okej - Wieliczka, ale poza tym to nie wiem Wedel i co dalej? Nawet tradycja toruńskiego piernika jest grubymi nićmi nacjonalizacji powojennej szyta. 


I teraz następuje moja ulubiona część. Uwielbiam mieć rację! Zapytawszy się, czy może te dzbanki toruńskie to "Kaiser's", dowiedziałam, się, że niejeden już tak mówił, ale to WESKA. Czy minuty w internecie wystarczyły, żeby się dowiedzieć że Wielkopolskie Składy Kawy z siedzibą w Gdyni to nic innego tylko część sieci Kaiser's Kaffe Geschäft. Firma ta funkcjonowała w Wielkopolsce i Pomorzu, jednak w 1918 roku, by nie drażnić polskiej klienteli przemianowała się dla byłych dzielnic pruskich na Wielkopolski Skład Kawy. Sama firma Kaiser's powstała w 1880 za sprawą Josefa Kaisera, który przejął sklepik rodziców i go rozwinął. Firma rozkwitła do tsysiąca filii w 1905 roku. 



Sieć przetrwała II wojnę, chociaż pomniejszona o ponad połowę z 1900 oddziałów, które posiadała w 1939 roku. Josef Kaiser odbudował firmę przez pięć powojennych lat, a po jego śmierci firma stała się korpo, potem została sprzedana. Obecnie funkcjonuje jako delikatesy i nosi nazwę Kaiser's Tengelmann. Smutną ciekawostką niech pozostanie to, że w Kraju Warty podczas wojny w niektórych samochodach dostawczych tej właśnie firmy zagazowywano Żydów... Oczywiście, nie Składów, tylko samego Kaiser's.
Sprawę własności i tożsamości firmy WESKA rozgryźli polscy celnicy, tym razem w Poznaniu... Okazało się, że żeby ukryć niemieckie pochodzenie firma posługiwała się fikcyjnymi polskimi udziałowcami. Jednym z nich, posiadającycm ich aż 60% był polski lekarz z Gdyni. 

Jakby ktoś nie wierzył w czajnikowy uśmiech, to można takie na Ebayu nadobyć.





Hi hi hi :)

Korzystałam z:


Me̜clewski Alojzy, Celnicy Wolnego Miasta, Warszawa 1971, s. 150. 
Wodzicki Roman, Wspomnienia, Warszawa 1972, s. 218.

Hi hi hi....

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza